Wczoraj w Dublinie protestowali rolnicy. Ich wyjście na ulice to sygnał ostrzegawczy dla partii rządzącej. Właściciele farm chcieli pokazać swoje oburzenie i zasygnalizować, że władze nie radzą sobie z rozwiązaniem ich problemów.

“Codziennie patrzymy na upadek irlandzkiej wsi. Każdego dnia rodzinne interesy zamykają się ”, powiedział w wywiadzie dla Irish Mirror jeden z protestujących. Małe miasteczka i otaczające je farmy pustoszeją. „Rolnicy są kręgosłupem, rolniczej przecież, Irlandii.” powiedział inny.

 „Nie mamy odpowiedniej ilości dzieci, aby wypełnić nasze szkoły, czy rekrutować nowych zawodników do drużyny piłkarskiej – skarżył się inny rozmówca.

„Dopóki nasz rząd nie podejmie działań,miasta pochłoną następne pokolenie. Potrzebujemy działań i potrzebujemy ich teraz”.

Protestujący rolnicy czekali godzinami przy barykadzie przy ulicy Kildare, która jest zaledwie kilka metrów od the Agricultural House, w którym rezyduje minister rolnictwa Creed.

Niezależny TD Mattie McGrath powiedział, że protest był działaniem „zrodzonym z czystej frustracji spowodowanej brakiem postępów w wielu kwestiach. Minister Creed musi się obudzić i zdać sobie sprawę, że rolnicy nie mają czasu czekać na poprawę warunków lub złagodzenie karnych podwyżek podatku od emisji dwutlenku węgla.”

Rolnicy patrzą na działanie agencji państwowych takich jak Bord Bia czy Teagasc i nie widzą żadnych zmian systemowych. Co więcej mają wrażenie że organizacje te nie rozumieją wagi zagrożeń na które narażeni są właściciele gospodarstw rolnych. Dlatego protestujący żądali między innymi dogłębnej reformy  agencji państwowych. 

Problem coraz mniejszej ilości osób chcących mieszkać na wsi, nie jest jedynie problemem Irlandii, dotyka już całą Europę. Coraz mniej osób wybiera ten styl życia. Dodatkowo wizerunek rolnika i jego pracy nie jest niestety doceniany w mediach. Za kilka lat może się okazać, że nie będzie chętnych do pracy przy produkcji żywności.